ANNA GODZWON

Nie stawiajmy krzyżyka na wyborach!

W ostatni poniedziałek minął termin na rejestrację komitetów, które chcą wystawiać kandydatów na radnych oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Jak podała Państwowa Komisja Wyborcza, w całej Polsce zgłosiło się takich komitetów nieco ponad 9 tysięcy Cztery lata temu w wyborach startowało ich 12 518. To znaczący spadek.

 

Oczywiście nie zawiodły partie polityczne – tych jest zaledwie o kilka mniej niż w ostatnich wyborach. Obok głównych graczy pojawiły się niczym jętki jednodniówki takie ugrupowania jak Związek Słowiański, Polska Patriotyczna czy Zjednoczenie Chrześcijańskich Rodzin.  Tak jest zawsze. Przy każdych wyborach dają znać o sobie partie, których wynik nie mieści się nawet w błędzie statystycznym.

 

To, co może i powinno niepokoić, to spadek o niemal 3,5 tysiąca liczby tych komitetów, które tworzą sami obywatele. Takich, które najczęściej wystawiały pojedynczych kandydatów w małych gminach czy miastach. Ludzi prawdziwie zaangażowanych w życie lokalnych społeczności. Dla których dostęp do żłobków czy przedszkoli, aktywizacja seniorów, łatanie dziurawych chodników i wymiana przestarzałych latarni była i jest ważniejsza, niż wojenki na Wiejskiej.

 

Chcę wierzyć, że to znacząco mniejsze zainteresowanie udziałem w samorządzie nie spowoduje, że mniej ludzi będzie jednocześnie angażować się w życie swoich małych ojczyzn.  Że wciąż będą zgłaszać projekty do budżetów obywatelskich, realizować je, organizować zajęcia dla dzieci czy seniorów, promować czytelnictwo, zdrowy tryb życia czy odkrywanie piękna najbliższej okolicy. Że będą to robić obok, ale i ze wsparciem samorządów, które nie będą oceniać propozycji mieszkańców przez pryzmat tego, czy ktoś jest za rządem czy za konstytucją. Ale po to, by tak się stało, warto iść do tych wyborów.

 

Więcej w moim felietonie dla portalu IgiMag.pl

 

 

31 sierpnia 2018