ANNA GODZWON

Wybory debiutantów

Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało, że tegoroczne wybory samorządowe przygotują i przeprowadzą zupełnie nowi ludzie. Zmieniając Kodeks wyborczy pozbawiło stanowisk dotychczasowych komisarzy wyborczych i zdecydowało o utworzeniu Korpusu Urzędników Wyborczych. W rezultacie na kilka tygodni przed wyborami urzędników wciąż brakuje, a PKW przez cztery miesiące rozpatrywała odwołania od postanowień komisarzy wyborczych w sprawie decyzji gmin o podziale na okręgi wyborcze i jedną czwartą decyzji komisarzy uchyliła.

 

Pod koniec 2017 roku, gdy Sejm pracował nad zmianami w kodeksie, powróciła narracja o sfałszowanych wyborach samorządowych, którymi tłumaczono wszystkie zmiany, także te, by wybory powierzyć zupełnie nowym ludziom. Posłowie PiS tłumaczyli wtedy, że jeśli za głosowanie odpowiadają urzędnicy gminni czy miejscy, to może im zależeć na takim jego przeprowadzeniu, by wybory wygrał ich pracodawca - czyli wójt, burmistrz lub prezydent miasta. To dlatego organizacją wyborów miały się teraz zająć osoby spoza danej jednostki samorządu terytorialnego.

 

Urzędnicy wyborczy mieli przejąć część tych zadań, które od lat wykonywali pracownicy samorządowi. Mieli m.in. zapewnić sprawne funkcjonowanie obwodowych komisji wyborczych, wydruk kart do głosowania i rozwiezienie ich do lokali wyborczych, a także przejęcie w depozyt wszystkich dokumentów z głosowania. Na dodatek mieli wyszkolić niemal półmilionową armię członków obwodowych komisji wyborczych. Ustawodawca szumnie nazwał grupę nowych urzędników, powoływanych na 6-letnią kadencję, Korpusem i zostawił z problemem Państwową Komisję Wyborczą i Krajowe Biuro Wyborcze.

 

To się nie mogło udać...

 

Więcej w wydaniu "Rzeczpospolitej" z 12 października br.

 

 

 

12 października 2018